Full resolution (JPEG) - On this page / på denna sida - XV
<< prev. page << föreg. sida << >> nästa sida >> next page >>
Below is the raw OCR text
from the above scanned image.
Do you see an error? Proofread the page now!
Här nedan syns maskintolkade texten från faksimilbilden ovan.
Ser du något fel? Korrekturläs sidan nu!
This page has never been proofread. / Denna sida har aldrig korrekturlästs.
ROZDZIAŁ XV.
Przez następnych parę dni Nagla nie było
w mieście. Wyjechał parostatkiem; pokój zostawił
zamkniety. Nikt nie wiedział, dokąd się udał. Wy-
płynął statkiem, zmierzającym na północ — może
wycieczkę tę urządził dla rozrywki.
Wrócił raniutko, gdy miasto jeszcze spało.
Był blady i znużony, jakgdyby noc całą spędził
bezsennie. Pomimo to nie podążył wprost do ho-
telu, lecz czas jakiś włóczył się po ulicy Nadbrze-
żnej; narazie poszedł drogą zupełnie nową, prowa-
dzącą do małej zatoki, gdzie właśnie wzbijały się
pierwsze kłęby dymu z parowego młyna.
Nie odchodził daleko, widocznym było, że
wałęsa się bez celu, ot tak sobie, byle zabić parę
godzin czasu. Gdy ruch się na rynku rozpoczął,
zaraz tam skierował swe kroki. Stanął na rogu
ulicy, przy gmachu poczty, uważnie obserwując
przechodniów. Gdy spostrzegł zieloną suknię Marty
Gude, podszedł do niej i przywitał się.
Przeprosił, zapytując, czy go poznaje.
— Nazywam się Nagel. Chciałem od pani
kupić stary fotel. A może już sprzedany?
— Nie. Nie sprzedany.
260
<< prev. page << föreg. sida << >> nästa sida >> next page >>